Komandosi w kajaku

Kajakowe wyczyny

Do wzrostu zainteresowania kajakarstwem przyczyniły się zuchwałe wyprawy kajakarzy oraz działalność publicystyczna wielu pisarzy, których urzekła różnorodność tras kajakowych. Opisami szlaków wodnych, oraz pokonaniem wysokich umiejętności kajakarzy indiańskich wypełnione są książki podróżnicze Jamesa Oliviera CURWOODA, pisarza, który odbył liczne podróże po terenach Kanady i USA. Przebył tysiące mil na nartach, canoe, sankami zaprzężonymi w psy zwiedzają nikomu nie znane dotąd tereny. Swoje życiowe credo zawarł w kilku zdaniach: „Przyroda jest moją religią – toteż moim życzeniem ambicją, wielkim celem, który pragnie osiągnąć jest przeniesieniem czytelników w samo jego serce. Kocham przyrodę i czuję, że oni będą musieli ją pokochać jeśli tylko uda mi się zapoznać ich ze sobą”. J. Cooper, Gry – Owl, Sat – Okh, Yackta – Oya autorzy niezwykle pozytywnych książek dla młodzieży również umieszczają opisy wypraw kajakowych w swoich utworach. Do niezwykłych wypraw kajakowych zaliczyć możemy pokonanie w 1928r. Atlantyku przez kpt. Romera na składaku firmy „Klepper”. W ciągu 56 dni przepłynął on trasę od Lizbony przez Wyspy Kanaryjskie do St. Thomas (Archipelag Małe Antyle). 11.08.1928r. rozpoczął ostatni etap do Nowego Jorku niestety nie ukończył go ginąc w gwałtownym sztormie. W latach 30 – tych wiele rzek Afryki Centralnej i Madagaskaru przepływa kajakiem płk. Kaerhaaga. Nil przepływa w 1952r. LEPORTE. W tym samym roku przepływa Afrykę z Gabonu do Mozambiku Mauryce PARTY.

Składakiem w poprzek Afryki

Mauryce Party i Mauryce Hawot to ludzie, którzy przepłynęli składakami w poprzek Afryki od Oceanu Spokojnego do Morza Indyjskiego. Mauryce Party od najmłodszych lat marzył o polowaniach na dzikie zwierzęta. Jako mały chłopiec znosił do ZOO najróżniejsze stworzenia i ciągle wierzył, że przyniesie zwierzę, które nie było jeszcze opisane. Jego myśliwsko – podróżnicze ciągoty sprawiły, że zaciągnął się do pracy na 3 lata do Afryki jako agent leśny – przez ten okres dobrze poznał Gabon. Ale to mu nie wystarczyło chciał poznać wszystkie te tereny łowieckie do których wzdychają myśliwi. Przyjaciel Partyego Hawot zaproponował przebycie Afryki w szerz składanym kajakiem. Próby pływania na rzece Bilagony mimo potężnych bąbli na rękach od gryzących bezlitośnie much tse – tse i silnego przeciwnego prądu zakończyły się pomyślnie. Sprzęt do podróży stanowiący duży ciężar miano rozmieścić w dwóch kajakach składanych. Kajaki dwuosobowe typu „hart – sioux” produkowane były przez firmę NANTIQUE – SPORTIVE”. Kiedy otrzymali wizy na przejazd przez Kongo Belgijskie rozpoczęli eskapadę 01.10.1951r. Niewiele brakowało aby już na początku wyprawy nastąpiła tragedia. Ledwo wypłynęli z Ogowe na morzu rozpętała się burza. Olbrzymie fale zalewały kajaki, groziło bardzo niebezpieczną wywrotką. Zawrócili z drogi i wylądowali w pobliżu miejsca skąd rozpoczęli spływ. Nie należeli oni do kajakowych weteranów, a dla Mauryce Party była to pierwsza kajakowa wyprawa. Bardzo wiele nauczyli się od przewoźników ze szczepu OKANDE. Prowadzili oni niezwykle zręcznie dwudziestometrowe pirogi po porywistych odcinkach rzek OGOWE. Tą potężną kanadyjką wiosłuje 12 osób oraz kieruje sternik, który przekazuje komendy, jak wiosłować, z której burty należy to robić mocniej. W wyścigu kajaka 2 – osobowego i pirogi 2 – osobowej, który rozegrali nasi bohaterowie, piroga szybko zostawiła kajakarzy w tyle. Po przybyciu do Bangi Mauryce kupił gazetę. I o zgrozo ! Przeczytał reportaż o udanej kajakowej wyprawie Leportea z biegiem Nilu. Więc, ktoś ich wyprzedził, nie będą pierwsi na Nilu. Po dyskusji postanowili zmienić trasę i przeciąć w poprzek Afrykę. Nowa trasa, którą na gazecie wytyczyli miała przebiegać: w górę rzeki UBANGI do Baugosu, stamtąd przejazd do wielkich jezior Alberta, Edwarda, Kiwu, Tanganika i Niasa, skierować się do Oceanu Indyjskiego rzeką Szire i Zambezi do portu Czinde. 03.04.1951r. wyruszyli z Bangi w górę rzeki Ubangi. Od razu natrafili na bardzo silne wiry tzw. prądy słonia, które pokonywali z wielką trudnością/ Spotkali stada hipopotamów czasem krokodyle. Często kluczyli po różnych odnogach, tracąc dużo czasu – niski poziom Ubangi odsłaniał liczne podwodne skały zjeżone tnącymi jak brzytwa muszlami, czającymi się tuż pod wodą. Zdarzało się, że uderzali o skały. Kajaki spisywały się dobrze, gumowe pokrowce wytrzymywały. 16.04 dotarł i do Kuango gdzie zostali przyjęci z polską gościnnością przez miejscowego administratora Pana Żebrowskiego. Oczekując w Moboje na początek wybrali się na polowanie z pirogi na hipopotamy. Przygodną ciężarówkę przerzucili swój sprzęt nad jezioro Kiwu (położone 1600m npm). Mają kłopoty z pokonaniem go. Muszą oczekiwać na sprzyjającą pogodę, bo jezioro jest przeważnie bardzo burzliwe. Znienacka zrywała się potężna wichura powodująca ogromne fale. Następnym jeziorem, które pokonywali to Tanganika, potężne o dł. 700 km jezioro. Wywoływało fale tak niebezpieczne, że nie było mowy o spuszczeniu kajaków na wodę. Ponieważ jezioro bywało spokojne nocą, więc wtedy ruszyli. Dotarli do miejsca Udzidzi gdzie Stanley w 1871r. spotkał się z Livingstonem. 52 dni pokonywali Tanganikę. Płynęli nieraz po 20 godzin na dobę bez możliwości wysiadania na brzeg, który kilometrami ciągnął się bardzo wysoki i urwisty. Z mapy wynikało, że rzeką Luangwą dotrą szybko do Zambezi. W praktyce okazała się rzeka Luangwa straszną przeprawą, dziennie pokonywali po kilka kilometrów. Zmordowały ich spotkania z dużymi stadami hipopotamów, brodzenie po płytkiej wodzie. A dopełniały reszty zderzenia z krokodylami, gdzie drewniany szkielet kajaka został połamany. Przerwali morderczy spływ Luangwą. W Nianie wsiedli do kajaków i spłynęli Szirą do Zambezi i dotarli 15.12.1952r. do miasta Czinde nad Oceanem Indyjskim. W latach 1945 – 1949 w wyprawie dookoła świata kajakiem sprawdzają się Heinz Sokolla i Hans Soefeld. W 1956 – 1957r. ponownie przepłynięty zostaje Atlantyk w kajaku „AERIUS KLEPPER” przez doktora Hannesa Lindermana. Herbert Ritlinger spływa z krainy Lacedonów przez dżunglę Gwatemali.

Komandosi kajakarzami

Do niebywałych wyczynów kajakowych możemy zaliczyć rajdy komandosów w czasie II wojny światowej. Komandosi brytyjscy wykonali rajd w głąb Żyrondy. We wnętrzu bardzo ciasnego okrętu podwodnego HMS, TUNA pomieściło się dodatkowo 13 dodatkowych ludzi i 6 dwuosobowych kajaków z pełnym wyposażeniem na długą wyprawę. Celem wyprawy brytyjskich komandosów było Bordeaux. Zadaniem ich było wedrzeć się do basenów portowych i zniszczyć możliwie dużą ilość okrętów przyczepiając do nich miny z zapalnikiem czasowym. Na wody Zatoki Biskajskiej z okrętu podwodnego opuszczono 5 kajaków w dn. 7.12.1942r. Ruszyli. Znowu wpadli w pieniste piekło. Drugi przybój był jeszcze groźniejszy niż pierwszy. Fale spiętrzały się na wysokość przeszło około 1, 5 metra, olbrzymie masy wody zalewały ludzi, przykrywały przedzierające się przez przybój kajaki. Załogi walczyły rozpaczliwie z nacierającymi niemal ze wszystkich stron falami. Trzem załogom udało się dotrzeć do brzegu i wykonać zadanie. Również do wykonania podobnego dywersyjnego zadania posłużyły kajaki w wypadzie na Singapur. Brytyjscy komandosi wykonali rajd kajakowy na statki zakotwiczone w porcie. Pokonując wcześniej na kutrze rybackim „KRAIT” trasę z Australii do Singapuru. Kajak przesunął się wzdłuż burty. Znowu Falls wyciągnął minę, uzbroił ją i opuścił pod wodę. I jeszcze jedna. Wszystko przebiegało bez żadnych zakłóceń, zupełnie tak samo jak na ćwiczeniach w porcie w Sydney, kiedy umieszczali ćwiczebne miny na burtach starych, wycofanych ze służby statków. W czasie II wojny światowej często używano kajaka jako środka przeprawowego dla transportu rannych, amunicji i żywności.