1983 1984 1985 1986

SK rz. Nidą

Sezon wodny w 1983 r rozpoczęli dębliniacy spływając w kwietniu rz. Nidą . Następnie podchorążowie Jacek Wyczołek i Wojciech Piekara uczestniczyli w MSK rz. San na trasie Sanok - Przemyśl. SK Ropą, Wisłokiem i Wisłą. w 1 Majowe Święto ruszyła liczna ekipa na spływ rzekami Ropą, Wisłokiem, i Wisłą na trasie Gorlice - Sandomierz. Były duże kłopoty z załadunkiem kajaków w Gorlicach - Zagórzanach do pociągu do Gorlic. Brak wagonu bagażowego uniemożliwiał przewóz kajaków, nawet ładowane przez okna, drzwi do wagonów osobowych „Sany - 2 „ nie mieściły się.
Wykorzystany został tender i na zwałach węgla przewiezione zostały kajaki do Gorlic. W Gorlicach dołączyli do dęblińskiej grupy zaproszeni na spływ turyści ze Zmechu z Wrocławia. Maszerując z kajakami pod prąd 1 Majowego pochodu w Gorlicach - doszli nad brzeg Ropy. Koledzy z Wrocławia zaskoczyli wszystkich uczestników spływu , kiedy nad rzeką zaczęli rozkładać sprzęt ... wędkarski. Pompowali gumowe łódki typu „ Rekin „ . „ Neptuniacy „ - czyli kajakarze wyposażeni w składane kajaki typu „ Neptun „ z politowaniem i uśmiechem spoglądali na te gumowe czółna. Okazało się jednak, że „ Rekiny „ dobrze spisywały się na górskich odcinkach rz. Ropy i Wisłoki. Prześlizgiwały się sprawnie przez progi kamienne i szły do przodu nawet przy niskim stanie wody na rzece. Po pierwszym dniu spływu w Bieczu przystąpiono do chrztu nowicjuszy kajakowych. Ci , którzy po raz pierwszy brali udział w spływie ustawieni zostali w szeregu w kolejności od najstarszego do najmłodszego. Ceremonia zaczęła się od podania komendy przez komandora spływu „ Rękoma za kostki chwyć „ . Następnie komandor wypowiedział formułę „ Mianuję Was kajakarzami turystycznymi „ wziął w rękę drewniane wiosło „ Ciesielkę „ i walił z całej siły wiosłem w wypięte pośladki. Pierwszy ochrzczony przez komandora dołączał do laszowania, tylko najmłodszy nie mógł choć w części zrekompensować razów otrzymanych, bo był na końcu kolejki.W nieustannym deszczu i przy przenikliwym przeciwnym wietrze spływ pokonywał 24 - kilometrowa trasę z Biecza do Jasła. Sprzęt wodniacki szybko znalazł się w bezpiecznym miejscu , bo wszyscy marzyli o noclegu i kawałku ciepłego miejsca , Ropa 1983aby się ogrzać i wysuszyć przemoczone ubrania, plecaki. Ponieważ następny dzień zapowiadał się deszczowo , komandor postanowił zrobić dzień przerwy na zwiedzenie Żarnowca i Jasła. Podczas oczekiwania na opóźniony pociąg do Jedlicz ( tylko 180 minut ), komandor prowadził podstawowe szkolenie turystyczne z zakresu locji kajakowej. Używał przy tym jako środków wyrazu kawałka kija oraz piaszczyste podłoże między torami kolejowymi. Po dojechaniu do Żarnowca do Muzeum im. M. Konopnickiej - dworek podarowany słynnej pisarce przez polskie społeczeństwo. Turyści mogli zaobserwować zmianę rzeczki Jasiołki. Jasiołka jest prawym dopływem Wisłoki. Przeobraziła się ona na skutek opadów w rwący szerokim strumieniem żywioł . Płynęły w jej nurcie całe drzewa , belki , jakiś sprzęt gospodarczy. Przed mostem gdzie woda natrafiała na podwodna przeszkodę , wzbijała się w górę dając popis swej wielkiej siły i nieokiełznania. W Jaśle odbyły się rozgrywki w piłkę siatkową w miejskiej hali sportowej. Drużyna z Dęblina po pięciosetowym zażartym meczu pokonała drużynę z Wrocławia 3:2. Najlepszym siatkarzem został wybrany pchor. Janusz Połczyński reprezentant Dęblina. Po przepłynięciu 184 km trzema rzekami spływ zakończono w Sandomierzu. Bosman spływu Ryszard Bartczak, który na siedmiodniowym spływie wyhodował sporą brodę, taką adnotację poczynił w kronice Klubu Kajakowego” spływ się skończył cóż za szkoda , bo golona będzie broda „.. Już następnego dnia uczestnicy spływu walczyli w II Turystycznych Regatach Kajakowych na Wieprzu w Dęblinie.


W dniu zwycięstwa sekcja kajakowa przeprowadziła II Turystyczne Regaty Kajakowe m. Dęblina na rzece Wieprz. Mimo niesprzyjającej pogody (zimno, deszcz) o miano najlepszych kajakarzy w Dęblinie walczyło 60 zawodników z WOSL, jednostek wojskowych oraz klubu wodniackiego z Puław. Aby zdobyć miano najlepszego nie wystarczyło wygrać regaty, ale również trzeba było osiągnąć dobre wyniki w strzelaniu z pistoletu pneumatycznego i w rzucaniu piłką lekarską ( 3 kg) na odległość. Najsilniejsi posyłali ją poza linię 14 m. Wiele innych nagród ufundowanych przez Radę Młodzieżową WOSL wręczył sędzia główny imprezy Jerzy WIERZCHOWIECKI.

Zrobić „ eskimoskę „.

Wojciech PIEKARA i Dariusz BLADZIAK sprawdzali swoje umiejętności na królowej polskich górskich rzek – Dunajcu. Uczestniczyli w Międzynarodowym Spływie, który zajmuje I miejsce wśród światowych turystycznych imprez. Zajęli 197 miejsce co ma ponad 2000 uczestników było dla nich sukcesem.
W kursie instruktorów turystyki kajakowej PZK w Wieżycy uczestniczył pchor. Andrzej Grzęda, który jako jeden z nielicznych z uczestników posiadł umiejętność wykonywania „eskimoski”. Zrobił eskimoskę” taki okrzyk wznieśli słuchacze kursu instruktorów turystyki kajakowej PZK, kiedy Andrzej Grzęda wrócił z pozycji głową w dół pod wodą na powierzchnię lustra jeziora. To bardzo dobra umiejętność do opanowania, a wykonanie jej świadczy o osiągnięciu wysokiego stopnia wtajemniczenia kajakarskiego. Na kursie nie tylko uczyli się eskimoski ale zdobyli duży zasób wiedzy i pewne nawyki potrzebne kajakarzom do sprawnego przemieszczania się na wodzie.
Piotr Murgrabia i Krzysztof Rzepczyński ukończyli Morski Maraton Kajakowy w pierwszej dziesiątce.
Na ogólnopolskim spływie rzekami Tanew - San - Wisła reprezentacja dęblińskiego klubu kierowana przez kpt. Waldemara Stahla zajęła III miejsce i zdobyła puchar Komandora Spływu.
Jeszcze w tym samym roku Klub organizował spływy rzekami górskimi: Białą Dunajcową, Skawą, Sołą, Wisłokiem i nizinnymi Krutynią ( OSK Łącznościowców ), MSK Warmia - Mazury, Maraton Kajakowy na Wiśle. Przedstawiciele klubu biorą udział w Zlocie PTK PTTK w Chełmnie.

BIAŁA DUNAJCOWA

Zgodnie z planem pracy sekcji kajakowej PTTK „NEPTUN” w dniu 1 – 4.07.1983r. na trasie Grybów – Pleśna, zarząd sekcji przeprowadzi ł I Spływ Kajakowy WOSL rzeką Białą. Biała Dunajcowa lub Biała Tarnowska początek swój bierze w Beskidzie Niskim długość całkowita 115 km.
Trasa spływu prowadziła przez bardzo malownicze tereny Beskidu Niskiego i Podgórza Ciężkowickiego.

Przed spływem z prasy uczestnicy dowiedzieli się, że na skutek ulewnych deszczów górskie rzeki na południu kraju bardzo wezbrały między innymi Biała spowodowała powódź zalewając tereny doliny rzeki. Jakież było ich zdziwienie, gdy po przyjeździe na miejsce rozpoczęcia spływu stwierdzili, że rzeka jest bardzo płytka, tylko na krótkich odcinkach nadaje się do pływania kajakiem. Miejscowi twierdzili, że spóźniliśmy się ze spływem o kilka dni. Rzeki górskie potrafią w wyniku opadów atmosferycznych bardzo szybko podnieść swój stan wody i zmienić się z potoku w groźną, huczącą, wezbraną rzekę, by przy słonecznej pogodzie szybko obniżyć swój poziom, odsłaniając szypoty, bardzo utrudniające pływanie przy niskim stanie wody. Niecodzienny to obrazek, kajakarze maszerują po rzece ciągnąc kajaki na holu. Marsz po kamienistym korycie górskiej rzeki nie należy do łatwych i przyjemnych, trzeba mieć dobre trampki oraz umieć utrzymać równowagę, gdyż nogi co chwilę ześlizgują się co chwilę z kamienia i można się nieźle pokaleczyć. Obyło się bez okaleczeń, ale trampki niektórych kolegów nie wytrzymały i pokazały się tu i ówdzie pokaźne dziury. Nadzieja, że może za tym zakrętem, może za następnym da się płynąć, pchała do przodu nieszczęsnych „wodnych piechurów”. Do miejscowości Stróże doszli pod wieczór, jak wynikało z przewodnika powinno znajdować się tam schronisko PTSM. Schronisko, owszem było, nawet otwarte, ale oczywiście bez miejsc noclegowych dla turystów indywidualnych. Nie było rady, w dwóch namiotach dwuosobowych, sześciu się powinno zmieścić – sprawdzian wypadł pomyślnie. Kolację przygotował „Harry”, a że wszystkim ogromnie smakowała, więc do końca spływu pełnił obowiązki ochmistrza. Nocne opady deszczu znacznie podniosły stan wody rzeki Białej. Od Stróży rzeka była głębsza, płynęła wartko, często wśród lasów, przebijała się przez wzgórze tworząc liczne przełomy, warty, progi skalne. Większość trasy turyści mogli już pokonywać bez wysiadania tylko „Neptuniacy”, płynący w kajakach składanych obawiając się złapania dziury przepychali przez płytsze miejsca. Kajaki typu „Wisłok”, jedynki plastikowe szły jak burza, pozostawiając gdzieniegdzie na skałach białe podłużne ślady świadczące, że szorowali brzuchami kajaków, oraz, że jedynkarze muszą swe umiejętności poprawi, aby nie uszkodzić sprzętu.
Do Bobowej czekało wodniaków wiele „przenosek”, bardzo nielubianych przez kajakarzy, bo trzeba wtedy wyciągać kajak, rozpakowywać, wodować za przeszkodę i ponownie załadowywać go. Sześć razy do Bobowej musieli przenosić sprzęt, omijając jazy i tam czyli sztuczne spiętrzenia wody. Nikt nie próbował przepływać tych przeszkód kajakiem, pomni tragicznego wydarzenia na jazie pod Przemyślem na rzece San, gdzie dwóch nieodpowiedzialnych młodzieńców chciało pokonać niebezpieczny próg, skończyła się ta próba dla jednego z nich śmiercią. Kajak został wywrócony na progu, a człowiek w nim siedzący rzucony został przez wiry na betonową przeszkodę. Wyłowiony z wody, kilkadziesiąt metrów poniżej przegrody, już nie żył. Tak zakończyła się wodniacka przygoda młodego człowieka, nie zwracającego uwagi na liczne tablice ostrzegawcze, postawione przed tamą.
Naturalne przegrody nie stwarzają takiego niebezpieczeństwa jak sztuczne, przy dużym przewale wodnym można kusić się nawet na pokonanie wysokich progów. Bobowa, ładnie położona miejscowość nad Białą przywitała kajakarzy ulewnym deszczem. Biała , Bóbr - nie, Nysa - nie

Siedząc przed mostem drogowym spływowicze mieli czas podzielić się wrażeniami z przebytej trasy i poczytać przewodnik kajakowy z 1932r., który posiadał kolega z SPR – u Ireneusz KAMIŃSKI. Zgłębiali wiedzę z lekcji kajakowej i obserwowali jak przybierająca woda staje się bardziej kolorowa, rdzawa, zanieczyszczona przez niesiony piasek, gałęzie, rośliny, a nawet drzewa. Cieszyli się, że poziom wzrastał, mówili, że jutro kajak będzie szedł w takim nurcie jak „motorówka”.
Następny odcinek trasy spływu pokonał szybko. W Ciężkowicach zwiedzali i podziwiali przepiękny rynek, okalające go podcienia oraz rezerwat geologiczny „Skamieniałe miasto”. Z apetytem zjadali w regionalnej restauracji pierożki z wiśniami i ze śmietaną, nawet słona cena, nie zepsuła im smaku. Z potraw bardzo smakowała turystom podawana w Tuchowie baranina z chlebem. Ale to już było następnego dnia.
Najciekawszym obiektem w miasteczku okazał się zespół klasztorny zakonu Redemptorystów. Znajdowały się tam przedmioty przywiezione przez zakonników z misji w Afryce i Ameryce.
I Spływ WOSL zakończony został efektywną, lecz niezamierzoną wywrotką załogi SPR – u. Kolega Przemysław DEREŃ sądził, że może już spokojnie z kajaka wysiadać na płytkiej wodzie, zrobił krok do przodu, kajak zachwiał się i dzielna załoga wpadła po szyję. Tradycyjny chrzest kajakowy przeprowadził komandor spływu i wręczył 3 kolegom Turystyczne Odznaki Kajakowe w stopniu popularnym.
Uczestnicy spływu mimo krótkiej trasy, bo liczącej 48 km uzyskali 162 pkt., ponieważ za każdy kilometr przebyty na rzece górskiej otrzymuje turysta 4 pkt. na TOK PTTK. Zawiadowczyni stacji kolejowej w Pleśnej na prośbę o nadanie bagażu, wybałuszyła oczy jakby chciała powiedzieć „czego oni ode mnie chcą”. Rozpoczęły się poszukiwania druku z napisem kwit bagażowy, o istnieniu takowego poinformował szefa stacji kolejowej, uczestnik spływu. Po znalezieniu go, turyści sami wypełnili kwit i wyliczyli koszty przewozu. Nasuwa się pytanie, za co kolej płaci takim specjalistom? Po tych perypetiach z transportem bagażu koleją, kajakarze wrócili do WOSL. Skawę przepłynięto w sierpniu 1983 r na odcinku Sucha Beskidzka do ujścia do Wisły. Tempo spływu było słabe gdyż był niski stan wody na rzece. Za Zembrzycami wpłynęli na najładniejszy odcinek rzeki. Skawa kręci się tworząc zakola, płynie w dolinie o stromych zboczach rozdzielając Beskid Mały od Pogórza Karpackiego. Plakietkę obok prezentowaną otzrymywali uczestnicy spływów na rzekach Raba, POprad, Dunajec, Skawa w latach 1983 - 1987 .

Miłośnik rzeki Skawy

Sołę przepłynęła reprezentacja Klubu biorąc udział w OSK „ Trzech zapór”, ale grupa wróciła niezadowolona ze spływu , gdyż w Żywcu nie było „ Żywca „.
We wrześniu SK na Wiśle prowadził Andrzej Prokopek.
Sezon w 1983 r kończono w październiku na SK rz. Wisłok trasa Frysztak - Łańcut imprezę prowadził Jerzy Janik.

KURS PRZODOWNIKÓW TURYSTYKI KAJAKOWEJ PTTK

W okresie zimowym 83/84 członkowie sekcji kajakowej uczestniczyli w kursie prowadzonym przez:
- przewodniczący WKT Krajowej – St. Wojtkiewicz
- wiceprzewodniczący WKT Kajakowej z Lublina – St. Oseńko
- członek Komisji Szkoleniowej PZK – K. Książek
Przerobiony został program teoretyczny, a spływy w których biorą udział członkowie kursu są dla nich sprawdzianem umiejętności kajakarskich. W dniu 20.05.84r. przekonamy się ilu spośród 26 uczestników kursu z Dęblina zda egzamin końcowy i otrzyma uprawnienia przodownickie. Egzamin w Lublinie prowadzony będzie przez przedstawicieli Komisji Turystyki Kajakowej ZG PTTK z Warszawy. notatka J. Muszyński